sex shop

o nas
kontakt

 
 
Start · Sex · Sex w cenie: czyli porno afera

Sex w cenie: czyli porno afera

Niedawno w Nowym Jorku zlicytowano za długi witrynę sex.com, na której ciąży fatum - jej kolejni właściciele są oszukiwani, ścigani przez policję i wierzycieli oraz więzieni.

Żeby wziąć udział w porno aukcji, należało złożyć milion dolarów depozytu w nowojorskiej kancelarii prawnej Windels Marx Lane & Mittendorf. Zainteresowanie aukcją było duże.

Faktycznie, trudno wyobrazić sobie lepszą inwestycję, jeśli np. zaufać ostatnim badaniom seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskiego. Strony pornograficzne ogląda już podobno 96 proc. polskich internautów i 78 proc. internautek!

Jednak popularność pornografii nie uratowała właścicieli domeny sex.com. Pełna zawirowań historia witryny potwierdza raczej inną prawdę: każdy, nawet najbardziej obiecujący biznes można zaprzepaścić.

W 2006 r. firma Escom kupiła sex.com za rekordowe 14 mln dol. Na zakup sex domeny firma zaciągnęła kredyt. Od roku nie płaciła odsetek, więc wierzyciele postanowili ją zlicytować. O feralnej witrynie wydano już nawet książkę. Głównym bohaterem jest Stephen Cohen, 62-letni magnat z branży porno.

- Jest jedno słowo, które rozumieją absolutnie wszędzie na świecie: seks - lubi powtarzać Cohen. - To banał, ale ja pierwszy wpadłem na pomysł, jak zamienić go na miliony...

W tych przechwałkach jest trochę odrobina przesady - w rzeczywistości Cohen był drugi. Uprzedził go Gary Kremen, pionier Internetu. W 1994 r. zarejestrował on witrynę sex.com w firmie Network Solutions, która rozdziela adresy internetowe w USA. Nie stworzył tam strony pornograficznej, czekał jedynie, aż wraz z rozkwitem Internetu eksploduje cena domeny.

W tym czasie Cohen siedział w więzieniu skazany na 46 miesięcy za oszustwa. Wcześniej, w latach 80., urządzał w Kalifornii orgie dla swingerów, czyli par wymieniających się partnerami. Po wyjściu na wolność w 1995 r. przerzucił się z seksu grupowego na sex wirtualny.

Potrzebował tylko dobrej nazwy witryny, a tym samym domeny. Sex.com wydawała się być najlepsza. Wysłał więc do siebie list... rzekomo od Krempna o treści: "Szanowny panie Cohen, niniejszym przekazujemy panu prawa do domeny sex.com. Nie mam obecnie dostępu do sieci, proszę więc, by poinformował pan o tym fakcie regulatora internetu Network Solutions". Później wysłał ten banalny list jeszcze raz, tym razem do Network Solutions, która dwa dni później... przepisała nań sex.com.

Gdy Kremen dowiedział się o oszustwie, było za późno. Absurdalnie Network Solutions przyjęła zasadę, że nie miesza się do sporów o domeny, tylko czeka na wyrok sądu. A póki go nie ma, domena należy do tego, na kogo jest aktualnie zarejestrowana.

- To absurd! - ripostował Kremen, dodatkowo przybity telefonem od prawnika z Biura Patentowego, który powiedział mu, że sex.com to znak zastrzeżony przez Cohena. Później okazało się, że dzwonił sam Cohen - udawał prawnika.

Okradziony Kremen złożył pozew do sądu dopiero w 1998 r. Tymczasem Cohen triumfował. Strony porno, które chciały mieć swój link na sex.com, płaciły mu po pół miliona dolarów miesięcznie. Cohen snuł plany zakupu całej wyspy na Karaibach, by zamienić ją w największy burdel świata. Dalekosiężne plany spaliły na panewce, kiedy w 2000 r. sąd wydał wyrok: sex.com należy do Kremena, a Cohen ma mu wypłacić 65 mln dol. odszkodowania. Oczywiście oszust nie miał ochoty płacić. Zbiegł do Meksyku, gdzie w miasteczku Tijuana otworzył klub ze striptizem. Dopiero w 2005 r. został aresztowany i deportowany do Kalifornii. W więzieniu spędził 14 miesięcy, ale Kremenowi nic nie zapłacił. Utrzymywał, że jest bezrobotny i bez środków do życia. Do tej pory nie udało się odnaleźć pieniędzy, które Cohen wpłacił pewnie do w banków na egzotycznych wyspach. Na jedynym znanym jego koncie w Meksyku jest debet 90 peso.

Kremenowi na otarcie łez zostało 14 mln dol., za które sprzedał sex.com firmie Escom. Nowy nabywca sex domeny zadłużył się i sex.com trafiła pod młotek w 2010r. W październiku tego roku domena została sprzedana za 13 milionów dolarów.

Sex.com kupiła Clover Holdings Ltd - tajemnicza firmie zarejestrowana na Karaibach, wybrana spośród 12 oferentów. Oprócz samej domeny, firma kupiła szereg znaków handlowych z nią powiązanych. Aukcja była prowadzona przez firmę Sedo, specjalizującą się w handlu domenami, zaś domenę wystawiono na aukcję na początku roku.

Biorąc pod uwagę tajemniczość nowego właściciela, zarejestrowanego na Karaibach, z mailem w domenie hushmail.com, kładącej duży nacisk na anonimowość klientów, można się spodziewać, że ekscytująca historia najdroższej domeny świata, będzie toczyć się dalej.




Komentarze

Artykuł nie był jeszcze komentowany



Napisz komentarz












 



Podobne artykuły